Rocznicowo

Jesteśmy, żyjemy. Japonia wciągnęła nas tak mocno, że wracając do naszej noclegowni jedyne na co mamy siłę to zgasić światło. Nasz kochany pamiętniku ostatnie dwa dni były ekstra, ale streścimy je szybko, bo lecimy dalej!

14 go czerwca Mateusz od rana chodził bardzo podekscytowany, nie wiedzieliśmy dlaczego do czasu gdy nie zdradził nam swojej tajemnicy. Jedziemy zobaczyć kilkunasto metrowego robota! OK! Odaiba to wyspa, którą łączy przepiękny most. Z niego rozciąga się piękny widok na zatokę. Setki większych i mniejszych statków suną sobie powoli do portu. By dostać się na samą wyspę można wskoczyć w kolejkę lub zrobić sobie dłuższy spacer w pięknych okolicznościach architektury. Po kilkudziesięciu minutach wita nas plaża z boiskami do siatkówki, setki ludzi wypoczywających w zatoce. Nad tym widokiem góruje budynek stacji telewizyjnej z charakterystyczną bryłą. Oprócz tego centrum handlowe, parę knajpek, park i on! Gundam. Ogromny robot pilnujący wejścia do DiverCity Tokyo Plaza. Błagaliśmy Mateusza by już zmienić miejscówkę, na szczęście już kilkanaście prób błagalnych później pojechaliśmy z powrotem na ląd do parku Yoyogi pełnego różnych subkultur, ludzi ze wspólnymi zajawkami, lub po prostu chętnych na piknikowanie. Akurat tego dnia odbywał się tu festiwal smaków azjatyckich. Można tu było przekąsić dania, lub napić się piwa z różnych krajów tej części świata.

Kolejny dzień to bardzo ważna data dla Kasi i dla mnie. Nasza pierwsza rocznica ślubu i to spędzona w Tokyo (ciekawe gdzie będziemy w dziesiątą :)). Dlatego też postanowiliśmy odpocząć, wypić szampana i zrobić sobie piknik w parku. Wybraliśmy ten sam, piękny park Yoyogi. Do tego krótki spacer w stronę najstarszej świątyni w Tokyo, gdzie akurat inna para brała tradycyjny, japoński ślub i dała się fotografować wszystkim turystom zebranym na placu tej świątyni.

Wracając do parku, spotkaliśmy grupę polaków podróżującą po Japonii, zabrali się z nami by po odpoczywać odrobinę i wypić lampkę szampana za nasze zdrowie. Leżąc, rozmawiając, odpoczywając jeszcze bardziej spodobał nam się klimat tego miejsca. Nagle, przypadkiem, w 13 milionowym mieście spotkaliśmy naszego kolegę Jarka, sunącego sobie spokojnie na rowerze. Ja rozumiem, że mówi się „Łódź jest mała, wszyscy się znają”, ale Tokyo?

Na wieczór głodni wpadliśmy do kolejnej knajpy z pysznym jedzeniem, gdzie biesiadowaliśmy wspólnie z dwójką koreańskich biznesmenów, którzy odczepili się od imprezy pogrzebowej. Dlaczego czas leci tu tak szybko?

Submit a comment